d

czwartek, 23 lutego 2012

006 - "Nie widzisz, że mnie chcesz? Dlaczego walczysz z tym?"

 Smutek, rozpacz, łzy, czerwone policzki, mróz, sweter, łóżko, sen. Brzmi znajomo? Bo właśnie ta wygląda moje teraźniejsze życie. Nie chce mi się nic. A czemu nikomu o tym nie powiem? Bo po co? Ludzie to egoiści myślący o swoich potrzebach materialnych, więc nijak nie zainteresują się moimi problemami nie tyle zdrowotnymi co uczuciowymi. Bo po co komu wiedzieć co się dzieje z przyszłą czternastolatką? Kij wie, w końcu to kobieta. Płacze, bo czegoś nie dostała, a kopie bo to dostała. I to kryterium mnie irytuje bardziej niż możecie sobie wyobrazić.
 A co najbardziej wkurza? Chyba to, że po prostu Kamil nie zdaje sobie sprawy jak bardzo mi na nim zależy. Wróć, zdaje sobie sprawę, ale po prostu nie ma odwagi stanąć na wysokości zadania. Kręci się, zerka, a za cholerę nie zagada. Jak kot. Koty są uzwierzęceniem człowieka, że tak powiem...
 Szkoła? Nuda. Życie? Nie jestem w posiadaniu. Rozum? A co to takiego. Serce? Kieruję się nim. Sumienie? Non stop dręczy. Bo co do cholery ma znaczyć to, że po prostu moja siostra jest mądrzejsza niż mi się wydaje? Na przykład dzisiejsza sytuacja, gdy pokazuje jej zdjęcie klasowe. Czterolatka pokazała palcem na jakiegoś chłopaka i pyta się kto to jest. Znała go, więc podpowiedziałam jej jedną sylabą - "Ka". Moje zdziwienie nie do opisania, gdy okazało się, że powiedziała Kamil! Chyba gadam przez sen.
 Bo kto inny może zajmować moje sny, jak nie on? A ja tak się staram! Usuwam wspomnienia, rozmowy na facebooku, walentynki... A on ma mi się czelność przyśnić. Może nawet to i lepiej? W końcu może ruszy swój leniwy tyłek z ławki i powie "Naprawdę Cię lubię". Przecież to niewiele, prawda? Ale ja po prostu z zazdrością patrzę się, jak on rozmawia z inną dziewczyną. "Tracę tożsamość jak głodna towaru. Inna dziewczyna obok niego sprawia, że dostaję szału. To jak biała gorączka i zaczynam się gubić. On ma antidotum w oczach - odżywa mój umysł". Momentami mam ochotę po prostu zabić którąś, która tylko do niego podejdzie. Wyszarpać oczy, rozerwać na strzępy, opluć, pobić i zostawić na pastwę losu... Jestem okrutna, wiem. Ale z uczuciami się nie igra. Przykro mi.
 Jutro podejdę z uśmiechem zasadzę mu kopniaka i powiem, ze albo mnie kocha, albo spierdala. On zapewne odejdzie na zawsze, ale chociaż spróbuję mu to wygarnąć. Według Cytryny on odejdzie, ale wróci skruszony... Ta. Chciałabym mocno.
 Ostatnio mam dziwną chcicę. Chcę do niego podejść, przycisnąć do ściany i pocałować tak, ze straci oddech. Mogę?
 Moja krzywa odwiedzin spada w dół. Czy ja jestem aż tak nudna?

2 komentarze:

  1. A może to dlatego, że nie było przez kilka dni notki? A ja ci powiem- podejdź zasadź kopas w dupas i spytaj "Kochasz? Jak nie to wypierdalas!" I może się zrazić. Może, ale nie musi. A jeśli się zrazi, to wróci. Bo wszystko przemyśli. Siostrę pozdrów. Niedługo jej inteligencja będzie się wywyższała nad twoją :D Tamto coś przyjedzie w wakacje. Może nawet wcześniej? A blondasek jeszcze nie dorósł. Tak jak wszyscy chłopacy. Trzeba jeszcze troszeczkę poczekać... Wiem, że nie chcesz, ale wyboru nie ma. Też coś o tym wiem... Ale naprawdę, w końcu Cię zobaczy, tak zupełnie. I nie zaprzeczaj- bo wszystko co tu napisałam, to sama o tym wiesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. No przepraszam, ale rozwalacie mnie. Jedna drugiej daje dobre rady, ale sama się do nich nie stosuje :-)))

    Czegoś co przychodzi łatwo, nie szanuje się za bardzo... więc przyciskanie do ściany to zła droga. Obojętność drogą do sukcesu. To on powinien się zainteresować. Jeśli nie to by, by baby... Jak mawia moja babcia "pół światu takiego kwiatu" (to akurat o dziewczynach, ale można zastosować w drugą stronę). Rozpisywanie się o tym na blogu daje panom argumentację "o zależy jej, fajnie, jestem normalnie jak jakiś Justin Bieber", a jak do tego dojdą opinie i rady kolegów, no to normalnie neandertale wymiękają.

    Wiem coś o tym...

    A i bluzgi w postach wam nie pasują!

    OdpowiedzUsuń